Głuszyca dziękuje włókniarzom. Statuetki, archiwalne zdjęcia i apel o kolejne nazwiska
Szumu krosien nie słychać już w Głuszycy, ale pamięć o ludziach, którzy przez dekady budowali przemysłową siłę miasta, wciąż potrafi wypełnić salę po brzegi. Tegoroczne Święto Włókiennika stało się nie tylko okazją do wspomnień, lecz także konkretnym działaniem „na czas” – zanim odejdą ostatni świadkowie historii największych zakładów.
Podczas uroczystości burmistrz Głuszycy Roman Głód przypomniał, że miejscowa tożsamość przez dziesięciolecia była spleciona z przemysłem włókienniczym. Transformacja ustrojowa po 1989 roku przyniosła upadek dużych fabryk, ale nie wymazała ich wpływu na rozwój miasta i codzienne życie mieszkańców.
„Jest mi niezwykle miło, że po raz kolejny mogę stanąć tutaj przed wami, żeby pochylić cześć czoła i oddać cześć waszej pracy, waszej pracy w zakładach włókienniczych, które znajdowały się u nas w mieście. Wszyscy dobrze pamiętamy, że były to trzy zakłady, a więc Piast, Argopol i Nortech, w których praktycznie większa część Głuszycy pracowała”
Roman Głód, burmistrz Głuszycy
Trzy zakłady, jedno miasto
W przemysłowej historii Głuszycy szczególne miejsce zajmują trzy nazwy, które do dziś wywołują emocje wśród byłych pracowników i ich rodzin: Piast, Argopol i Nortech. To właśnie tam – jak przypominano podczas spotkania – pracowała znaczna część mieszkańców, a rytm zmian w fabrykach wyznaczał rytm całego miasta: dojazdy, życie rodzinne, spotkania po pracy, wydarzenia kulturalne.
Burmistrz odniósł się również do pytań, które co roku pojawiają się przy okazji święta: po co wracać do czasów, których już nie ma? Odpowiedź była jednoznaczna – bo bez tego pokolenia nie byłoby dzisiejszej Głuszycy, a wiele obiektów i instytucji wyrosło właśnie na zapleczu przemysłowej codzienności.
„Pytali mnie \"Po co wy to robicie?\" Robimy po to, żeby o was pamiętać, żeby bez was nie było tego miasta. Wałbrzych miał górnictwo, które kultywuje do dzisiaj. My mieliśmy włókiennictwo, o którym zapomnieć nie możemy, bo to dzięki wam wiele rzeczy, które powstało w tamtych czasach, jest w Głuszycy i dalej możemy z tego korzystać.”
Roman Głód, burmistrz Głuszycy
Wśród przykładów „uratowanych” miejsc, które zmieniły funkcję, ale nadal służą mieszkańcom, wymieniano m.in. budynek dawnej szkoły włókienniczej – dziś siedzibę Urzędu Miejskiego – oraz Centrum Kultury, które przejęło rolę dawnego domu kultury działającego niegdyś w historycznym zameczku.
- Piast, Argopol i Nortech – trzy filary włókienniczej Głuszycy, w których pracowała większa część mieszkańców.
- Budynek dawnej szkoły włókienniczej – obecnie Urząd Miejski.
- Centrum Kultury – kontynuacja tradycji dawnego domu kultury z historycznego zameczku.
„Piast” w rodzinnych wspomnieniach i liczba, która robi wrażenie
Uroczystość miała też wyraźnie osobisty wymiar – szczególnie dla osób, które dorastały w cieniu fabrycznych murów. Ewa Dorosz, członkini zarządu powiatu wałbrzyskiego, mówiła o własnym dzieciństwie związanym z ZPB „Piast”. Jej rodzice pracowali właśnie tam, a ona sama – jak wspominała – przychodziła pod zakład i czekała na ich wyjście.
Wspomnienia dotyczyły nie tylko pracy, ale też relacji między ludźmi: wspólnych spotkań po godzinach, wzajemnej pomocy, prostych posiłków i radości z bycia razem. W tle tych historii pojawia się liczba, która pokazuje skalę dawnego przemysłu: „Piast” w okresie największej aktywności zatrudniał około 3000 pracowników.
„Też się czuję włókiennikiem z tego względu, że moi rodzice pracowali w Piaście i ja jako dziecko przychodziłam po nich pod zakład i czekałam, aż wyjdą. To był piękny czas również dla dorosłych, bo oprócz tego, że była praca, to jeszcze po południu ludzie lubili się bawić i spotykać. Było biednie, była kapusta kiszona, ogórki, był chleb, ale była zabawa, było przyjemnie, było wspólne spędzanie czasu i dzielenie się tym czasem. Jeden drugiemu pomagał.”
Ewa Dorosz, członkini zarządu powiatu wałbrzyskiego
Do dawnych relacji nawiązał także wiceburmistrz Grzegorz Szymański, który podkreślił, że wśród wyróżnianych włókniarzy widzi osoby ważne dla własnej drogi życiowej i zawodowej. Wspominał pierwszych nauczycieli fachu, ludzi, którzy „przyjmowali do pracy” i zabierali na wycieczki „ogórkiem”. Szczególne podziękowania skierował do byłej dyrektor, Janiny Czaickiej.
„Ja widzę wśród tych wyróżnionych w tym roku włókienników osoby, z którymi miałem przyjemność pracować, które mnie uczyły, które woziły mnie na wycieczki 'ogórkiem', które przyjmowały mnie do pracy. Bez was my nie moglibyśmy teraz pracować nad rozwojem naszej małej ojczyzny”
Grzegorz Szymański, wiceburmistrz
Kapituła i „wyścig z czasem”. Prośba do mieszkańców o pomoc
Najbardziej podniosłym momentem Święta Włókiennika było wręczenie statuetek i wyróżnień dla zasłużonych pracowników. Za wskazaniem kolejnych kandydatur stoi Kapituła Święta Włókiennika, której przewodniczy Janina Czaicka. Jak przyznano, z roku na rok jest to coraz trudniejsze – nie tylko dlatego, że upływa czas, ale także dlatego, że wielu potencjalnych wyróżnionych odchodzi, zanim uda się do nich dotrzeć.
„Spotykamy się, szukamy osób w zakamarkach naszych synaps. Po pierwsze dla nas to już jest duży upływ czasu, a po drugie osób, spośród których trzeba wybrać kogoś, jest ogrom ale z drugiej strony już ludzi jest coraz mniej. Zdarzały się nam takie sytuacje, że dwa miesiące wcześniej wyszukaliśmy nazwiska, już lista była przygotowana, a dwie, trzy osoby zmarły w międzyczasie”
Janina Czaicka, Kapituła Święta Włókiennika
Właśnie dlatego kapituła poprosiła mieszkańców o wsparcie w docieraniu do dawnych pracowników zakładów, którzy jeszcze nie zostali uhonorowani. Podano jasną ścieżkę kontaktu – do Janiny Czaickiej, do Jerzego Janusa albo do Centrum Kultury – by usprawnić poszukiwania i przedłużyć możliwość wyróżniania kolejnych osób.
„Gdyby ktoś jeszcze miał kogoś znajomego, kto pracował w naszych zakładach, a jeszcze nie został odznaczony, to bardzo prosimy o kontakt do mnie, do Jerzego Janusa, albo tutaj do Centrum Kultury. Będzie łatwiej, bo jeżeli chcemy ten proces jeszcze przedłużyć, a chcemy, to dobrze byłoby zaczerpnąć waszej pomocy.”
Janina Czaicka, Kapituła Święta Włókiennika
Archiwum na zdjęciach i plan na kolejne miesiące
Uzupełnieniem obchodów była wystawa archiwalnych fotografii poświęconych przemysłowej przeszłości Głuszycy. Kolekcję przygotował Grzegorz Czepil, który od lat gromadzi i zabezpiecza pamiątki dokumentujące rozwój miasta. Na zdjęciach nie zabrakło kadrów pokazujących dawne metody pracy – w tym tkacza przy krosnach ręcznych, co pozwala lepiej zrozumieć skalę przemian, jakie przyniosła industrializacja.
„Przede wszystkim te materiały, które gromadzę, to właśnie z tą myślą, żeby zachować w pamięci naszą historię, pokazać jak Głuszyca powstawała, jak się rozwijała, że te tradycje sięgają setek lat w tył”
Grzegorz Czepil
Podczas spotkania padł też apel do mieszkańców: jeśli na strychach, w piwnicach czy domowych archiwach znajdują się przedmioty związane z włókiennictwem, warto je ocalić i nie dopuścić do ich zniszczenia.
„Jeżeli coś jeszcze będzie do uratowania z eksponatów, miejcie to na sercu. Zachowujcie je, nie pozwólcie, żeby one gdzieś się zaprzepaściły.”
Grzegorz Czepil
Wątek włókienniczy ma pozostać obecny także poza salą uroczystości. Grzegorz Czepil zapowiedział, że 16 sierpnia w ramach LOT-u Aglomeracji Wałbrzyskiej poprowadzi bezpłatną wycieczkę historyczną dla turystów i mieszkańców. Poinformował również, że obecny właściciel terenów dawnego „Piasta”, gdzie działa camping, planuje utworzenie w tym miejscu izby pamięci poświęconej włókniarzom.
Święto Włókiennika w Głuszycy po raz kolejny pokazało, że przemysłowa przeszłość nie jest wyłącznie rozdziałem w kronice miasta. To przede wszystkim opowieść o ludziach, ich pracy i wspólnocie, która przez lata rosła wokół fabryk. Jak podkreślano, celem jest utrwalenie tej pamięci – zanim będzie za późno.
„Uratowaliśmy pamięć o tamtych czasach, a przede wszystkich o ludziach, którzy w tych zakładach pracowali.”
Roman Głód, burmistrz Głuszycy
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!