100 km i 3200 m przewyższeń. Wałbrzych znów sprawdził piechurów w Potrójnej Koronie
To nie był weekend na „spacer w góry”. Sudety po raz kolejny zamieniły się w arenę długodystansowej próby charakteru, a Wałbrzych - w miejsce, do którego ściągają ci, którzy chcą sprawdzić swoje granice. Za nami szósta edycja Potrójnej Korony Wałbrzyskiej, wydarzenia uznawanego za jedną z kluczowych imprez długodystansowych na Dolnym Śląsku.
Potrójna Korona Wałbrzyska od początku buduje swoją renomę prostą, ale wymagającą formułą: nie chodzi o podium i śrubowanie tempa jak w klasycznym biegu. Najważniejsze jest ukończenie trasy w wyznaczonym limicie. W przypadku najdłuższego wariantu - tzw. trasy koronnej - limit wynosił dokładnie 28 godzin, a samo dotarcie do mety oznaczało zdobycie metalowej odznaki finiszera.
Trasa koronna: start w Parku Rusinowa i cztery szczyty do „podbijania”
Uczestnicy, którzy ruszyli z Parku Rusinowa, mieli przed sobą jednocześnie wyzwanie kondycyjne i nawigacyjne. Marsz prowadził przez strome, techniczne i miejscami bezwzględne ścieżki trzech pasm: Gór Wałbrzyskich, Kamiennych oraz Sowich. Żeby zaliczyć przejście, nie wystarczało „być w okolicy” - trzeba było pojawić się na kluczowych punktach i potwierdzić obecność na karcie.
Na trasie koronnej obowiązywały cztery obowiązkowe szczyty - najwyższe i najbardziej wymagające w regionie:
- Borowa (853 m n.p.m.) - najwyższy punkt Gór Wałbrzyskich, znany z bardzo stromego podejścia,
- Chełmiec (851 m n.p.m.),
- Waligóra (933 m n.p.m.) - jedna z najbardziej „kultowych” ścian Gór Kamiennych,
- Wielka Sowa (1015 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Gór Sowich.
Skala trudności dobrze oddaje suma przewyższeń. Na najdłuższym wariancie złożyło się na nią aż 3200 metrów podejść. To właśnie dlatego edycja wałbrzyska była powszechnie wskazywana jako najtrudniejsza w całym ogólnopolskim cyklu Potrójnej Korony.
Nie tylko dla „setkowiczów”. Trasa Mała wystartowała z Jedliny-Zdroju
Organizatorzy zadbali też o tych, którzy na dystans bliski 100 kilometrów jeszcze się nie porywają, ale chcą spróbować górskiej długodystansowej przygody. W sobotni poranek, 13 czerwca, spod zabytkowego Pałacu Jedlinka w Jedlinie-Zdroju ruszyła Trasa Mała.
W tym wariancie do pokonania było 45 kilometrów, a limit czasu ustawiono na 16 godzin. Krótszy dystans nie oznaczał jednak łatwej wycieczki. Uczestnicy mierzyli się z 2100 metrami przewyższeń i stromymi podejściami, w tym m.in. pod Waligórę czy Borową - czyli fragmentami, które potrafią odebrać siły nawet doświadczonym piechurom.
Komplet miejsc, ludzie z całej Polski i mocne zabezpieczenie na szlaku
O skali zainteresowania najlepiej mówi tempo zapisów. Limit 1000 osób - po 500 na każdą z tras - został wyczerpany bardzo szybko. Na liście startowej pojawili się uczestnicy m.in. z Warszawy, Poznania, Wrocławia oraz Zielonej Góry. W praktyce oznaczało to tłok w punktach kontrolnych i duże obciążenie zaplecza, ale też wyjątkową atmosferę wspólnego zmagania się z trasą.
Przy tak długim i trudnym przejściu kluczowe były logistyka i bezpieczeństwo. Na trasie działały punkty odżywcze w miejscowościach i lokalizacjach takich jak Walim, Sokołowsko oraz teren Ośrodka Sportu Dzikowiec w Boguszowie-Gorcach. Tam na uczestników czekały m.in. ciepły posiłek, woda, napoje izotoniczne i wsparcie medyczne.
Wymagania obejmowały także obowiązkowe wyposażenie. Każdy maszerujący musiał mieć przy sobie:
- czołówkę,
- folię NRC,
- naładowany telefon z zainstalowaną aplikacją ratunkową GOPR.
Meta w Aqua-Zdrój i emocje do późnej nocy
Centrum wydarzeń oraz meta zostały ulokowane w nowoczesnym kompleksie Aqua-Zdrój w Wałbrzychu. To właśnie tam, także do późnych godzin nocnych w sobotę, docierali kolejni finiszerzy, by odebrać medale, uzupełnić kalorie i zwyczajnie odetchnąć po godzinach na stromych podejściach.
„Potrójna Korona Wałbrzyska to nie była zwykła wycieczka. Czerwcowe słońce w dzień, chłód i potworne zmęczenie w nocy, a do tego legendarne, sudeckie pionowe podejścia dały popalić każdemu. Ale widok ze szczytu Wielkiej Sowy o świcie czy przekroczenie linii mety wynagrodziły każdą minutę kryzysu”
jeden z napotkanych turystów
Szósta edycja potwierdziła, że Potrójna Korona Wałbrzyska to wydarzenie, które działa na wyobraźnię nie tylko lokalnie. Dla jednych jest testem formy, dla innych - drogą do pierwszej „korony” i dowodem, że konsekwencja bywa ważniejsza niż tempo. Wszyscy, którzy zmieścili się w limitach, wrócili z Wałbrzycha z tym samym: potwierdzeniem przejścia i wspomnieniami, których nie da się wypracować na krótkiej trasie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!