Józef Wiłkomirski: od okupacyjnych kawiarni do Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu
Gdy jako nastolatek grał na wiolonczeli w warszawskich kawiarniach, stawką było nie artystyczne spełnienie, lecz zwyczajne przetrwanie. Józef Wiłkomirski – urodzony w 1926 roku w Kaliszu – miał w życiorysie zarówno okupacyjny głód, jak i barykady Powstania Warszawskiego, a później jeszcze jedno wyzwanie: zbudowanie od podstaw orkiestry symfonicznej w górniczym Wałbrzychu. Dziś, gdy zbliża się rok 2026, czyli setna rocznica urodzin Maestro, miasto i instytucje kultury przygotowują kolejne formy upamiętnienia jego dorobku.
Dom pełen muzyki, Warszawa pełna strachu
Muzyka była w rodzinie Wiłkomirskich czymś naturalnym. Ojciec Józefa, Alfred, pracował jako pedagog i należał do tych, którzy potrafili poruszać lokalne życie kulturalne. Rodzeństwo Józefa współtworzyło natomiast znane w Polsce Trio Wiłkomirskich. Wojna brutalnie przerwała spokojną młodość: los zaprowadził go do okupowanej Warszawy. Tam – w świecie nędzy i niedostatku – musiał w błyskawicznym tempie wejść w dorosłość.
Mając zaledwie 15 lat, zaczął zarabiać na utrzymanie rodziny. Grał na wiolonczeli w kawiarniach, a równolegle próbował utrzymać kontakt z edukacją: uczył się na kompletach, bywał na tajnych koncertach. Okupacyjna codzienność przynosiła też doświadczenia, których nie dało się wymazać z pamięci. Jedno z nich wydarzyło się w kawiarni „Boccaccio”, gdzie młody muzyk zobaczył aresztowanie żydowskiego pianisty. Wspomnienia z tych lat – w tym momenty zetknięcia z gestapo – miały ukształtować jego odporność i determinację, tak potrzebne także w powojennej pracy.
„Józiu” z Powstania Warszawskiego: rana o 2 centymetry od tragedii
W sierpniu 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, a Józef Wiłkomirski – znany później pod pseudonimem „Józiu” – walczył w Zgrupowaniu „Gustaw-Harnaś”. Przeszedł drogę od euforii pierwszych chwil walk, przez udział w zdobywaniu komendy policji na Krakowskim Przedmieściu, aż po dramatyczne epizody frontowe. Jeden z nich niemal zakończył jego życie: podczas pełnienia warty w pobliżu kościoła Świętego Krzyża został ranny w szyję. Z relacji, które przytaczał później, wynikało, że ocalenie zawdzięczał niewiarygodnemu szczęściu – pocisk minął tętnicę i tchawicę w odległości 2 centymetrów.
Po kapitulacji trafił do niewoli. Przebywał w stalagach, a następnie pracował w zbombardowanym Hamburgu. Do Polski wrócił dopiero w grudniu 1945 roku, płynąc statkiem z Lubeki do Gdyni. Zamiast długo dochodzić do siebie po wojnie, szybko wrócił do nauki i pracy, jakby nadrabiał czas zabrany przez okupację i front.
Wałbrzych 1978: filharmonia „z niczego” i dyrekcja przez 42 lata
Najmocniejszy ślad w historii miasta pozostawił jednak znacznie później. W 1978 roku Józef Wiłkomirski podjął się zadania, które dla wielu brzmiało jak plan bez szans powodzenia: stworzyć orkiestrę symfoniczną w górniczym Wałbrzychu. Jako dyrektor i dyrygent budował Filharmonię Sudecką krok po kroku, łącząc energię artystyczną z organizacyjną dyscypliną. Funkcję dyrektora pełnił łącznie przez czterdzieści dwa lata, a zasadniczą część tego czasu poświęcił właśnie Wałbrzychowi.
Znaczenie Maestro nie kończyło się na sali koncertowej. Dr Maciej Żak, pomysłodawca najnowszego wydawnictwa poświęconego Wiłkomirskiemu, zwraca uwagę na jego szerokie horyzonty i sposób mówienia o kulturze. Podczas uroczystości nadania imienia i prezentacji nowego znaku Filharmonii Sudeckiej podkreślano też symbolikę samego projektu: logo łączy element mostka wiolonczeli z wpisanym w niego liściem dębu – znakiem rozpoznawczym Wałbrzycha.
- 1926 – urodził się w Kaliszu, w rodzinie o silnych tradycjach muzycznych.
- 1944 – walczył w Powstaniu Warszawskim w Zgrupowaniu „Gustaw-Harnaś”, został ranny w szyję przy kościele Świętego Krzyża.
- grudzień 1945 – wrócił do Polski z Lubeki do Gdyni.
- 1978 – rozpoczął budowę orkiestry symfonicznej w Wałbrzychu, tworząc Filharmonię Sudecką.
- czterdzieści dwa lata – tyle łącznie trwała jego dyrekcja.
Setna rocznica i pamięć utrwalona w książce oraz komiksie
Rok 2026 ma być czasem szczególnym: to setna rocznica urodzin Józefa Wiłkomirskiego. Prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej zapowiada wydarzenia związane z uczczeniem pamięci artysty. Ważnym elementem pozostaje także działalność lokalnych instytucji: Biblioteka pod Atlantami wydała nową książkę – sfinansowaną z budżetu gminy – która dopełnia autobiografię Maestro. W publikacji znalazły się wspomnienia muzyków, przyjaciół oraz bliskich współpracowników, pokazujące jego codzienną pracę, wymagania i relacje budowane latami.
Ty jesteś od tego, żeby ludziom dawać muzykę, bo ludzie tej muzyki potrzebują.
Józef Wiłkomirski
O rocznicy przypomina też projekt przygotowywany z myślą o młodszych odbiorcach: powstaje specjalny komiks o maestrze autorstwa Roberta Żytyńskiego. To kolejny dowód, że jego postać pozostaje ważnym punktem odniesienia dla Wałbrzycha – miasta, w którym muzyczne marzenie przełożyło się na instytucję działającą do dziś, a pamięć o człowieku, który ją współtworzył, wciąż przybiera nowe formy.
Postać ta była kluczowa dla tożsamości miasta.
Roman Szełemej, Prezydent Wałbrzycha
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!